
Pytania o cele uczenia się człowieka mają charakter retoryczny i powinny towarzyszyć nam ciągle. Nam czyli nauczającym i uczącym się. Choć taki rozdział jest dla mnie mało ostry i czasami zda się być nieprawdziwy. Bo przecież nauczając innych ja uczę się najwięcej. Spotkania z różnymi grupami studentów dają wiedzę o charakterze socjologicznym, psychologicznym i innym. Sprowadzają na ziemię. Pozwalają poznawać drugiego człowieka. Ale pokazują, również jak wielkie bariery dzielą nauczających i uczących - używając tych określeń w sposób jedynie formalny. Dziś jak nigdy do tej pory w dziejach pedagogiki - proces kształcenia człowieka dorosłego zaczyna nabierać cech wspólnej nauki, wspólnego poznawania świata i człowieka. Można to postrzegać w różnych kontekstach i płaszczyznach. Jeżeli nawet w procesie kształcenia zdobywamy różną wiedzę to jednak jest to proces wspólny. Tym bardziej, że współczesny świat daje się porównać do pedagogiki, która nie daje jednoznacznych odpowiedzi, ani stuprocentowo pewnych rozwiązań jak powiedział kiedyś w trakcie rozmowy do mnie prof. Janowski. Dziś musimy - wbrew naturze ludzkiej - przygotowywać człowieka do ciągłej zmiany, a nie typowych i stałych działań. Dziś, żaden dyplom nie zagwarantuje powodzenia w życiu zawodowym, społecznym czy rodzinnym. Człowiek z natury czuje się bezpieczniej gdy ma przed sobą określoną i jednowymiarową przyszłość. Do takiej rzeczywistości przygotowuje nas system współczesnej, polskiej edukacji. Stąd młodzież widzi coraz mniejszy związek tego czego uczy się w szkole z otaczającym nas życiem. I to te refleksje nakłoniły mnie do poruszenia problemu celów i motywacji do nauki. W przypadku człowieka dorosłego jakim jest student można jego stosunek do nauki zrzucić na karby prostego wyboru - choć zdaje mi się że współcześni ludzie znacznie wcześniej zatracają sens zdobywania wiedzy. A potem mamy tzw. klienta w obszarze usług edukacyjnych, dla którego wartościami tego co czyni są: łatwość i niekłopotliwe przejście przez studia, prostota wykonywanych czynności, krótki czas nauki itp. Czyli mówiąc najprościej wszystko co wymaga jakiegokolwiek wysiłku i poświęcenia czasu jest zbędne.
Jakoś trudno zauważyć, aby ministerstwo starało się podejmować jakiekolwiek rozwiązania systemowe, które miałyby szanse wpłynąć na jakość kształcenia w powiązaniu z w/w postawami i „wartościami” jakimi kierują się współcześni Polacy. Polski system edukacji wraz z kształceniem wyższym opiera się o często totalitarne i biurokratyczne rozwiązania. Tak jakby na jakość kształcenia mogły wpłynąć ustawy i rozporządzenia bez podejmowania rozwiązań opartych na realiach społeczno-intelektualnych. Zresztą obecnie nie powinno nawet używać się określenia system edukacyjny ponieważ to co funkcjonuje w polskiej oświacie nie ma znamion systemu wg jego klasycznej i najprostszej definicji. Wystarczy zwrócić uwagę na rozbieżne działania i brak porozumienia pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej i Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Tematem, który należałoby potraktować oddzielnie jest kwestia studiowania bez przyjazdu do Warszawy, który poruszyła Pani Marzena. Oczywiści jest on silnie związany z przekonaniem urzędników ministerialnych, że na jakość kształcenia wpływa liczba godzin spędzonych przez wykładowcę ze studentami „za zamkniętymi drzwiami sali wykładowej”. To jest raczej temat nie do przeskoczenia, bo kolejni ministrowie na siłę próbują określić ile godzin zajęć w postaci cyfrowej może organizować uczelnia. Co mija się całkowicie nie tylko z tendencjami światowymi i potrzebami szerokich grup społecznych, ale i jakąkolwiek logiką - bo kiedy „zamykam” się ze studentami w sali to na pewno prowadzę zajęcia na wyższym poziomie? niż np. w EDUSACIE czy innej formie elektronicznej, do której każdy ma dostęp. I chyba tego tematu nie ma co rozwijać bo to sprawa jest nie tylko trudna, ale i drażliwa, która ma również polityczne zabarwienie. Nielogiczne bo studiowanie to przecież samodzielne - w znacznej mierze - zdobywanie wiedzy, a system egzaminacyjny nie, precyzujący zagadnień lecz wskazujący lekturę ma być rzeczywistym sprawdzianem opanowania wiedzy o tym jak „radzić sobie w życiu”.
Pani Marzeno, ponieważ będę w następnym semestrze prowadził wykłady nt. kształcenia na odległość to pozwoli Pani, że wtedy napiszę coś więcej o możliwościach i motywacjach do studiowania w przedstawionej przez Panią sytuacji.
Pisząc ten tekst kierowałem się własnymi wątpliwościami i pytaniami jakie nurtują mnie przygotowując wykłady dla EDUSATU. Profesor Gogołek pisał o odpowiedzialności za słowo, ale ja czuję się również odpowiedzialnym za kierunek, w którym wspólnie przyszło nam podążać. Choć oczywiście jest on określony przez konkretne dokumenty. Jednak nie uwzględniają one zachodzących przemian w społeczeństwie – choćby wpływu na człowieka kultury masowej. Nie można współcześnie organizować procesu kształcenia jedynie w oparciu o idealne wyobrażenia bo cele stawiane przed jego uczestnikami stają się nierealne. Osobiście uważam, że należy podejmować działania aby urealnić cele kształcenia i poszukiwać związków pomiędzy ideałami a potrzebami i możliwościami studenta. Państwa motywacji do nauki lub do nie uczenia się. Stąd chciałbym usłyszeć Państwa opinie. Jeżeli ktoś z Was nie czuje się pewny na blogu, a chciałby podjąć temat to możemy go kontynuować na stopie prywatnej. Na wykładzie podawałem wielokrotnie swój adres mailowy i zachęcam do nawiązania ze mną kontaktu: kw268@wp.pl






english version





Ogladam od dawna Pańskie
Witam! Odniosę się do
Panie Doktorze! Ja do tej
Pana wykłady są ciekawe i